Pracował 42 lata. Gdy zobaczył, ile dostał emerytury, od razu pozwał ZUS
Emerytura i jej wysokość niejednokrotnie potrafi rozczarować i przyczynić się do obaw, czy za otrzymaną kwotę senior będzie w stanie się utrzymać. Jeden z olimpijczyków, który przez ponad 4 dekady pracował i reprezentował kraj, zdecydował się na odważny krok i pozwał ZUS. Sąd Najwyższy stanął po stronie sportowca.
Emerytura byłego sportowca nie należała do najwyższych
Wielu seniorów nie jest zadowolonych z wysokości otrzymywanych emerytur, podkreślając, że kwoty, które otrzymują, nie są w stanie zapewnić im godnego życia. Na takie problemy składają się różne aspekty, m.in. zbyt krótki staż pracy. Niektórzy sportowcy, w tym ci, którzy reprezentowali nasz kraj na olimpiadach, również nie otrzymują dużych kwot.
Jak podkreśla „Gazeta Wyborcza” problem ten przede wszystkim dotyka kajakarzy oraz tych, których kariera przypadała na 70. oraz 80. lata. Dlaczego? W tym czasie niektórzy sportowcy otrzymywali stypendia sportowe, od których nie są odprowadzane składki emerytalne.
„Gazeta Wyborcza” jakiś czas temu przypomniała o Tomaszu Świerczyńskim, Andrzeju Klimaszewskim oraz Waldemarze Merku. Pierwszy z nich przez 7 lat reprezentował nasz kraj podczas sportowych zawodów. Pozostali w 1980 roku udali się do Moskwy, gdzie odbyły się Igrzyska Olimpijskie, lecz wówczas nie zdobyli żadnego medalu.
Byli olimpijczycy pozwali ZUS
Andrzej Klimaszewski w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” przypomniał, że startował w reprezentacji Polski 12 lat i w tym czasie otrzymywał stypendium. Przez to, że nie gwarantowało ono opłacania emerytalnych składek, ZUS nie wliczał ich do podstawy emerytury. Sportowiec zatem otrzymał emeryturę o kwocie niewiele wyższej, niż wynosi minimalne świadczenie.
Startowałem w reprezentacji Polski 12 lat. Przez cały ten czas stypendium było moim jedynym środkiem utrzymania. Ale sąd okręgowy uznał w mojej sprawie, że składka nie może być zaliczona – opowiadał.
Ostatecznie kajakarze postanowili rozwiązania swojego problemu poszukać w Sądzie Najwyższym i pozwali ZUS. Sąd przyjął ich stanowisko, zaznaczając, że otrzymywane stypendia powinny wliczać się do emerytury, bez względu na nieodprowadzanie składek. Argumentowano to faktem, że w przeliczeniu na obecne pieniądze, kajakarze mogli otrzymywać od 8 do 12 tysięcy złotych, a co za tym idzie, to mogłoby być przyczyną podwyższenia świadczenia.