Wszedł do Dino i zamarł na sam widok. „To jest skandal”
Pracownicy sklepu Dino w Sochaczewie od tygodni wykonują swoje obowiązki w skrajnie trudnych warunkach. W niektórych pomieszczeniach temperatura spada nawet do 6 stopni Celsjusza, co budzi poważne obawy o zdrowie zatrudnionych. Sprawa przyciągnęła uwagę związków zawodowych i polityków.
Warunki pracy w Dino
Problem zaczyna się już przy wejściu do sklepu. Jak relacjonuje Wojciech Jendrusiak, szef Konfederacji Pracy, warunki w placówce rażąco odbiegają od obowiązujących przepisów.
W przedsionku, z którego pracownicy pobierają towar na salę sprzedaży, termometr wskazywał zaledwie 6 stopni Celsjusza. W pokoju kierowniczki było 14 stopni. To zdecydowanie poniżej wymaganego minimum 18 stopni – podkreśla związkowiec, który 4 lutego był na miejscu.
Zatrudnieni obsługują klientów i wykładają towar, trzęsąc się z zimna. Część z nich już się pochorowała, a sytuacja trwa od wielu tygodni.
Zobacz więcej: Posłanka przekazała dramatyczną wiadomość. „Nawrót choroby nowotworowej”
Alarm bez reakcji przełożonych
Kierowniczka sklepu, Katarzyna Kiwerska, od miesięcy informuje przełożonych o problemie. Pokazuje dokumenty i zgłoszenia, które pozostają bez odpowiedzi.
W sklepie nie pojawiły się dodatkowe grzejniki, mimo wielokrotnych próśb – relacjonuje Jendrusiak.
Interwencja Adriana Zandberga
W środę 4 lutego do sklepu przyjechał Adrian Zandberg. Poseł nie krył oburzenia.
To jest skandal. Pracownicy Dino wykonują swoje obowiązki w warunkach zagrażających zdrowiu. Praca w temperaturze kilku stopni jest niezgodna z polskim prawem – mówił w rozmowie z „Faktem”.
Zandberg podkreślał, że przepisy o minimalnej temperaturze nie są przypadkowe. Mają chronić zdrowie ludzi. W mediach społecznościowych opublikował zdjęcie z interwencji, komentując je hasłem: „robienie z ludzi mrożonki się opłaca”.
Państwowa Inspekcja Pracy
Polityk zwraca uwagę, że podobne sygnały napływają z całego kraju.
Dostaję zgłoszenia nie tylko z marketów, ale też z magazynów i logistyki. Ludzie pracują w zimnie, bo właścicielom opłaca się ignorować prawo. Kary są śmiesznie niskie – mówi Zandberg.
Teoretycznie pracownicy mogą zgłaszać sprawy do Państwowej Inspekcji Pracy. W praktyce kontrole często trwają tygodniami.
Za kilka tygodni będzie wiosna, a ludzie marzną teraz. Niedofinansowanie PIP sprawia, że państwo nie reaguje na czas – dodaje poseł.
Sprawa warunków pracy w Dino w Sochaczewie pokazuje, jak realnym problemem są niskie temperatury w miejscach pracy i jak trudno pracownikom wyegzekwować podstawowe prawa.