Nagła śmierć legendarnego fotoreportera. Jego zdjęcia zna każdy Polak
Adam Chełstowski, ceniony fotoreporter nie żyje. Zmarł nagle, a do śmierci doszło w galerii Związku Polskich Artystów Fotografików. Przez kilkadziesiąt lat relacjonował kluczowe wydarzenia polityczne, a także społeczne, dziejące się w kraju.
Adam Chełstowski nie żyje
Smutne informacje związane ze śmiercią Adama Chełstowskiego za pośrednictwem mediów społecznościowych przekazał w poniedziałek 2 marca Jacek Słomion z Fundacji Kaszuby. W swoim wpisie podkreślił osiągnięcia cenionego fotoreportera i zaangażowanie w pracę. Jak zauważył, zapewne nie ma osoby, która nie trafiłaby na chociaż jedną fotografię, którą wykonał.
Adam miał ten niezwykły dar – często dostrzegał to, czego inni nie widzieli, i potrafił uchwycić to na zdjęciach. Przez lata pracował dla agencji FORUM Polska Agencja Fotografów. Wszyscy zapewne zetknęliśmy się z jego fotografiami – czy to w gazetach, czy w internecie – czytamy na Facebooku.
Jacek Słomion wspomniał również, że Adam Chełstowski zmarł nagle. Odszedł w wieku 50 lat.
Dramatyczne okoliczności śmierci Adama Chełstowskiego
O smutnych okolicznościach śmierci Adama Chełstowskiego za pośrednictwem mediów społecznościowych opowiedział Jan Wojciech Łaski. Wyjaśnił, że wszystko działo się podczas wydarzenia odbywającego się w galerii Związku Polskich Artystów Fotografików. To właśnie wtedy 50-latek miał nieoczekiwanie zasłabnąć. Natychmiast na pomoc ruszyły mu osoby obecne tam. Wezwano również karetkę.
W dużym mieście, jakim jest Warszawa, w samym jego sercu – na Placu Zamkowym, w galerii Związek Polskich Artystów Fotografików – podczas uroczystości pożegnalnej naszego zasłużonego kolegi Cezarego Sokołowskiego, doszło do tragedii, która nie powinna się wydarzyć. Zanim otwarto pierwszą butelkę wina, jeden z nas, pięćdziesięcioletni fotoreporter Adam Chełstowski, nagle zasłabł; natychmiast rozpoczęliśmy reanimację i wezwaliśmy karetkę – czytamy.
Jak wyjaśnił, niektórzy ruszyli, by poszukać automatycznego defibrylatora AED, lecz ostatecznie nie udało im się go znaleźć. Zdaniem Jana Wojciecha Łaskiego urządzenie to mogłoby zwiększyć szanse na przeżycie tych, którzy go potrzebują.
Inni bezskutecznie szukali automatycznego defibrylatora AED w okolicy. W centrum europejskiej stolicy, w miejscu odwiedzanym codziennie przez tysiące ludzi, nie było dostępnego urządzenia, które mogłoby zwiększyć jego szanse na przeżycie; ktoś pobiegł do Zamku Królewskiego, lecz wszystko było zamknięte, stał wprawdzie samochód straży miejskiej, ale bez załogi, więc i stamtąd nie mogliśmy liczyć na pomoc – napisał.
Fotograf o braku defibrylatora AED
Jak wyjaśnił w swoim wpisie Jan Wojciech Łaski, zespół ratowników medycznych na miejsce dotarł dopiero po ponad pół godzinie. Szybko przeszli do należytych działań, lecz te nie przyniosły oczekiwanego skutku, a fotograf zmarł. Zdaniem Łaskiego w miejscu, w którym dość często spotykają się ludzie, taki sprzęt jest koniecznością. Jak zauważył, być może pomógłby on uratować Adama Chełstowskiego.
Ambulans przyjechał po ponad trzydziestu minutach, a mimo naszych wysiłków serce Adama zatrzymało się na zawsze. Jako fotoreporterom często wydaje nam się, że to my relacjonujemy cudze dramaty, tymczasem tragedia może dotknąć każdego z nas; ogarnia mnie gniew, że w tak reprezentacyjnym miejscu nie zadbano o całodobowo dostępny defibrylator, choć za instalację AED w przestrzeni publicznej odpowiadają władze samorządowe, zarządcy obiektów oraz instytucje działające w imieniu miasta. Być może po tych słowach takie urządzenie pojawi się przed Zamkiem Królewskim, lecz szkoda, że nie pomyślano o tym wcześniej – być może dziś Adam nadal byłby z nami – czytamy.