„Złote minuty” do obrony Polski. Wiceszef MON ujawnia
Wiceszef MON Cezary Tomczyk skomentował wtorkowe poderwanie polskich myśliwców. Jak ujawnił na antenie TVN24, nastąpiły zmiany w krajowej doktrynie obrony przestrzeni powietrznej. Wiceminister wspomniał także o „złotych minutach” dla obrony Polski.
Wiceszef MON o poderwaniu myśliwców
Wiceminister Obrony Narodowej COprezary Tomczyk skomentował ostatni nalot Rosjan i Kijów i poderwanie polskich myśliwców. Jak mówił wiceszef MON, każde poderwanie kluczowych wojennych obiektów Władimira Putina aktywuje nasze systemy obronne.
Za każdym razem, kiedy Rosja podrywa bombowce strategiczne albo myśliwce, które mogą przenosić rakiety hipersoniczne, Polska po prostu aktywuje swoje systemy, żeby być w pełnej gotowości – mówił Tomczyk.
Później polityk zaczął wyjaśniać różne typy ataku powietrznego. W pewnym momencie wspomniał o „złotych minutach do obrony Polski”. O co chodzi?
Wiceminister MON o „złotych minutach”
Cezary Tomczyk tłumaczył, że istnieją różne typy ataków powietrznych. Pierwszym z nich jest nalot dronów. Obiekty zdaniem wiceministra poruszają się z prędkością do 300 km/h, co daje czas na odpowiednie zareagowanie.
Inaczej sprawa przedstawia się w przypadku najnowszych rakiet, np. „Iskander”. Wówczas czas na podjęcie kluczowej decyzji może wynieść maksymalnie kilka minut, co według Tomczyka stanowi „złote minuty dla obrony Polski”:
Kiedy mówimy o dronach, to one poruszają się z prędkością kilkuset kilometrów na godzinę. W zależności od typu to jest 200-300 km na godz. W związku z czym ten czas (na reakcję-red.) jest wydłużony. Kiedy jednak mówimy o rakietach najnowszego typu, Iskanderach czy Kindżałach, to mówimy o „złotych minutach” – mówił Cezary Tomczyk w TVN24.
Zmiany w doktrynie obrony polskiej przestrzeni powietrznej
Wiceminister Obrony Narodowej poinformował także o zmianach w polskiej doktrynie obrony przestrzeni powietrznej. Decyzja wynikać miała z rozpoczęcia pracy amerykańskich systemów „Patriot”. Rakiety te mogą być bowiem odpalane w trybie półautomatycznym, opierając się na wykryciu działań wroga.
Kilkanaście dni temu zmieniliśmy prawo w związku z wejściem do służby systemów Patriot, część decyzji mogła być podejmowana w trybie półautomatycznym. Kiedy z Królewca miałyby dolecieć rakiety do Polski, to mówimy o trzech minutach. W związku z tym nie ma czasu, tu jest potrzebne działanie. Jest preautoryzacja, która jest wydawana. Kiedy leci rakieta, która może zagrozić Polsce, to systemy Patriot i IBCS reagują i automatycznie jest wydawana zgoda i automatyczna neutralizacja takiej rakiety – mówił wiceszef MON w TVN24.
Jak podkreślił Cezary Tomczyk procedura obejmuje preautoryzację, automatyczne wydanie zgody, a następnie neutralizację wrogiego obiektu. Taka procedura obowiązuje jednak tylko w przypadku wystrzału z okolic Kaliningradu. O działaniu na wschodniej granicy, gdzie trwa wojna w pobliskiej Ukrainie, decydują wojskowi.
Tutaj bezpośrednio nad wszystkim czuwa dowódca operacyjny i on decyduje o użyciu uzbrojenia – podkreślił Cezary Tomczyk dla TVN24.