Zostali wezwani do nieprzytomnego mężczyzny. Nie żyje, trudno uwierzyć, kim jest ofiara
Dramatyczne sceny rozegrały się na warszawskim Targówku. Służby zostały wezwane do nieprzytomnego mężczyzny. Niestety, mimo natychmiastowych działań, jego życia nie udało się uratować. Jak się okazuje, zmarły mężczyzna to żołnierz Wojska Polskiego.
Tragedia na Targówku w Warszawie
Do tragicznych scen na warszawskim Targówku doszło w środę wieczorem, 18 marca. Służby otrzymały wezwanie na ulicę Księcia Ziemowita. Po dotarciu na miejsce zdarzenia, okazało się, że mężczyzna kierujący autem marki Mazda potrzebuje pomocy. Został on wyciągnięty z pojazdu, a służby natychmiast podjęły odpowiednie kroki. Poszkodowany był długo reanimowany. Niestety, pomimo udzielenia pomocy, życia mężczyzny nie udało się uratować. W interwencji brały udział służby ratunkowe oraz policja.
Nie żyje żołnierz Wojska Polskiego
Okazuje się, że mężczyzna, który zmarł na Targówku w Warszawie to żołnierz Wojska Polskiego. Informację tą potwierdził w rozmowie z „Faktem” ppłk Tomasz Wiktorowicz, rzecznik Mazowieckiego Oddziału Żandarmerii Wojskowej. Podkreślił on, że w chwili dramatycznego zdarzenia żołnierz nie wykonywał czynności związanych ze służbą.
W dniu wczorajszym dostaliśmy informację o zdarzeniu z udziałem żołnierza. Niestety finał okazał się tragiczny. Żołnierz wówczas był poza służbą, nie wykonywał obowiązków służbowych – przekazał ppłk Tomasz Wiktorowicz, cytowany przez „Fakt”.
Przyczyny zdarzenia nie są znane
Po ustaleniu tożsamości zmarłego mężczyzny, sprawę przejął Wydział ds. Wojskowych Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ursynów. Na tym etapie nie znane są dokładnie okoliczności śmierci żołnierza ani przyczyny zdarzenia. Jak jednak podkreślił rzecznik Mazowieckiego Oddziału Żandarmerii Wojskowej, nic nie wskazuje na to, by ktoś przyczynił się do jego śmierci. Mowa tu raczej o sytuacji losowej. Nie wiadomo też, ile lat miał zmarły żołnierz i gdzie pełnił służbę.
Nie ma przesłanek, by sądzić, by ktokolwiek przyczynił się do śmierci żołnierza. Mówimy tu raczej o sytuacji losowej – podkreślił ppłk Tomasz Wiktorowicz w rozmowie z „Faktem”.