Telefon grozy ws. zaginionej aktorki. Jej manager właśnie ujawnił
Magdalena Majtyka nie żyje. Aktorka zaginęła 4 marca, a kilkadziesiąt godzin później policja odnalazła jej ciało. Śmierć artystki poruszyła wiele osób, w tym jej menadżera, który ze smutkiem wspomina telefon od funkcjonariuszy.
Magdalena Majtyka nie żyje. Tak wspomina ją menadżer
Magdalena Majtyka od lat występowała przed kamerami oraz na teatralnych deskach, a w tych działaniach wspierali ją nie tylko bliscy, ale również menadżer. Maksymilian Wesołowski w rozmowie z „Super Expressem” wspomniał, jaką była aktorką.
Jak zaznaczył, posiadała głowę pełną pomysłów i zawsze była gotowa do pracy. Nie szukała wymówek, tylko zakasała rękawy i robiła to, co do niej należało. Szukała również możliwości, by jak najczęściej występować przed widzami i widownią.
Praca aktora często polega na tym, że dostaje materiał do nagrania tak zwanego self-tape’a i jedni ociągają się z tym, czekają może na wenę. Magda zawsze miała tysiąc pomysłów, wskakiwała od razu, nagrywała, nie marudziła, nie szukała wymówek. Zawsze była otwarta na nagrania, chciała dać szansę szczęściu. Dzwoniła dopytać co się nowego dzieje na rynku, do czego mogłaby wystartować w castingu – opowiadał.
Jego zdaniem Magdalena Majtyka znakomicie tańczyła, była również świetną kaskaderką.
Super radziła sobie w tańcu, miała ogrom umiejętności, które potrafiła wykorzystać w pracy aktorskiej. Szkoda, że ten potencjał jej nie był wykorzystany tak jakby o tym marzyła – nie miała ogromu zleceń, ale była doskonale znana w świecie aktorskim – wspominał.
Menadżer Magdaleny Majtyki jest poruszony jej śmiercią
Maksymilian Wesołowski w rozmowie z dziennikiem zaznaczył, że bardzo ciężko jest mu mówić o Magdalenie Majtyce i jej osiągnięciach w czasie przeszłym.
Mówienie o tym w czasie przeszłym jakoś nie mieści się w głowie… I niesprawiedliwe jest to, że mówienie o jej fantastycznym warsztacie teraz będą wszyscy podkreślać, kiedy to już nic nie zmieni i nie przyniesie nowych angaży, których tak pragnęła – wyjaśnił.
Menadżer aktorki był bardzo zaskoczony informacją o jej zaginięciu, a potem o śmierci. 6 marca otrzymał telefon, a ktoś po drugiej stronie zapytał go o Magdalenę Majtykę. Myślał wówczas, że chodziło o możliwość zagrania nowej roli, lecz szybko się okazało, że była to policja.
Rano 6 marca zadzwonił telefon. Na początku nikt się nie przedstawił, tylko poszukiwał agenta Magdy. Myślałem, że to producent z jakąś rolą. A okazało się, że to policja, bo mąż zgłosił jej zaginięcie i pytali o ostatni kontakt. A my rozmawialiśmy jakiś miesiąc temu. W pierwszym odruchu, po zakończonej rozmowie z policją, zadzwoniłem do Magdy, ale oczywiście telefon był wyłączony – powiedział.
Następnie próbował skontaktować się z przyjaciółkami aktorki, lecz nie było to możliwe. To dlatego, że ich numery cały czas były zajęte. W końcu otrzymał informację, której nie chciał usłyszeć.
Po chwili zobaczyłem, że pojawił się post o zaginięciu, także pewnie wszyscy wymieniali się informacjami. Po kilku godzinach pojawiła się informacja, że ziścił się najczarniejszy scenariusz. Poraziła mnie ta informacja – przekazał.