Pan Mateusz stracił żonę i córkę. Kilka dni po pogrzebie dostał telefon, kolejny cios
W programie „Interwencja” na antenie Polsatu pojawiła się historia pana Mateusza z Gdyni. Mężczyzna stracił żonę i córkę, wciąż ciąży na nim zawarty z małżonką kredyt, a teściowie domagają się majątku. Według decyzji sądu musi zapłacić im 130 tys. zł.
Stracił żonę i córkę
Pan Mateusz z Gdyni (woj. pomorskie) kupił mieszkanie na kredyt razem ze swoją żoną Anną. Kobieta zachorowała na twardzinę układową, czyli rzadką chorobę autoimmunologiczną. Mimo przerażającej diagnozy para zdecydowała się na dziecko w 2020 roku. Niestety w trakcie ciąży doszło do komplikacji. W Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku żona pana Mateusza urodziła nieżywą córeczkę. Wspomina, że jego teściowe z niewyjaśnionych przyczyn nie pojawili się na pogrzebie dziecka. W 2023 roku pani Anna zmarła z powodu postępującej choroby.
Rodzina żony domagała się majątku. „To był koszmar”
Jak wspomina mama pana Mateusza w rozmowie z Polsatem, zaledwie po kilku dniach od straty ukochanej jej rodzina domagała się zwrotu majątku:
Po trzech dniach od pogrzebu był telefony bratanka Ani, żeby Mateusz oddał smartfony, jakieś tam firanki, zastawy. To był koszmar, proszę mi wierzyć, to był koszmar. Później w pozwie były pierścionki, nawet obrączka chyba też była wymieniona. Był złoty łańcuszek od Mateusza, który został razem z nią pochowany.
Mężczyzna stwierdził, że teściowie chcieli doliczyć do majątku „wszystko”, czyli jego samochód, samochód żony, obrączki i złote pierścionki. W końcu sprawa trafiła do sądu, który miał rozstrzygnąć podział majątku po pani Annie.
Musi zapłacić teściom 130 tys. zł
Według decyzji sądu, która zapadła 18 marca 2026 roku, pan Mateusz musi spłacić teściów kwotą o wysokości 13o tys. zł. Jak tłumaczy adwokatka Małgorzata Woźniak w Polsacie:
Kiedy małżeństwo jest bezdzietne i umiera jedno z nich, a nie pozostawili niestety testamentu, do dziedziczenia wchodzi drugi małżonek oraz niestety rodzice tego zmarłego małżonka. Połowę dziedziczy małżonek, a połowę dziedziczą rodzice, czyli po ¼. Jest to sprawa przykra i trudna.
Jednocześnie w ten majątek nie wchodzą długi, czyli m.in. kredyt. Oznacza to, że pan Mateusz musi spłacić teściów, a jednocześnie wciąż samodzielnie odprowadza raty kredytu, który wziął razem z ich córką. W programie Polsatu przyznał:
Jacy ludzie w wieku 30 lat myślą o tym, żeby iść do notariusza i spisywać takie oświadczenie? Każdy myśli, że całe życie jest przed nim, a ono się zmienia. Moje zmieniło się w trzy godziny.