Nie żyje 7 osób. Wjechali w polskiego kierowcę, „nigdy czegoś podobnego nie widziałem”
Nie żyje 7 osób, biorących udział w wypadku samochodowym, który miał miejsce w Rumunii. Do zdarzenia doszło 27 stycznia i to właśnie wtedy mikrobus uderzył w ciężarówkę, prowadzoną przez Polaka. Kierowca po dramatycznym zdarzeniu rozmawiał z mediami i opowiedział, co wydarzyło się feralnego dnia.
Dramat na drodze. Nie żyje 7 osób
Do koszmarnego wypadku doszło we wtorek 27 stycznia w Rumunii na drodze krajowej E70 pomiędzy Caransebes a Lugo. Nieoczekiwanie tuż po wykonaniu manewru wyprzedzania mikrobus zjechał na przeciwny pas, po czym zderzył się z samochodem ciężarowym. Siła uderzenia była ogromna, wskutek czego pojazd osobowy został doszczętnie zniszczony. Wewnątrz auta znajdowali się Grecy, jadący na mecz Ligi Europy, zaplanowany pomiędzy Olympique Lyon a PAOK Saloniki.
Na miejsce wypadku, jak podaje rumuńska straż pożarna, zadysponowano m.in. karetki pogotowia, wozy strażackie, a także pojazd do uwalniania zakleszczonych osób. 7 osób zginęło, a 3 w stanie ciężkim trafiły do szpitala.
Niedługo po zdarzeniu głos zabrał Stelios Angeloudis, prezydent Salonik. Podkreślił, że jest bardzo poruszony tym, co się wydarzyło, a jednocześnie na ręce bliskich ofiar złożył najszczersze wyrazy współczucia. Następnie poszkodowanym życzył szybkiego powrotu do zdrowia.
Kierowca biorący udział w tragicznym wypadku jest Polakiem. Powiedział, co wydarzyło się na drodze
Jak podaje rumuński „Libertatea”, kierowca ciężarówki, która we wtorek brała udział w zdarzeniu, jest Polakiem. Mężczyzna posiada 34-letnie doświadczenie zawodowe, a w rozmowie z dziennikiem opowiedział, co wydarzyło się feralnego dnia.
Jechałem normalnie, a on wjechał prosto we mnie. Wpadł prosto pod koła. Nigdy czegoś podobnego nie widziałem – tłumaczył.
Świadek wypadku, w którym zginęło 7 osób, opisał, co widział
Dziennik dotarł również do innego świadka zdarzenia, który opisał, co widział jeszcze przed wypadkiem. Jego zdaniem kierowca busa sprawiał wrażenie rozkojarzonego, na dodatek wykonywał niebezpieczne manewry. Na przykład, jak zaznaczył, pojazd co rusz wychylał się na przeciwny pas, co w rezultacie zakończyło się dramatem.
Ciągle się rozglądał. W pewnym momencie zaczął wyprzedzać. Z mojej perspektywy było jasne, że nie ma na to szans lub przynajmniej było to niezwykle niebezpieczne – mówił, cytowany przez „Liberatea”.