Pozbawił życia 4-letnią córeczkę, żona i teściowa trafiły do szpitala. Szokujące ustalenia prokuratury
Relacje świadków po ataku w Ustce
Z relacji przesłuchanych teściów, którzy nadal są w szoku po wydarzeniach, wynika, że nic nie zapowiadało nadchodzącej tragedii. Jak przekazał PAP prokurator Patryk Wegner, „nic nie wskazywało na to, że nastąpi awantura, nie mówiąc już o takiej tragedii”. Tego wieczoru cała rodzina spędzała czas spokojnie, grając w karty, a 44-latek wypił jedynie śladowe ilości alkoholu, które nie mogły w żaden sposób wpłynąć na jego zachowanie.
W pewnym momencie mężczyzna wyszedł do kuchni, a po chwili wrócił i nagle zaatakował bliskich. Prokurator podkreślił, że nie było żadnego „stresora” ani „zapalnika”, który mógłby wywołać taką reakcję. Całe zdarzenie miało miejsce nagle i bez uprzednich sygnałów, co dodatkowo wstrząsnęło rodziną i świadkami.
Zobacz więcej: Wyszło na jaw, dlaczego Kaczyński trafił do szpitala. Niepokojące wieści
Prokuratura ujawnia. Czemu funkcjonariusz SOP zabił córkę?
Prokuratura zwraca uwagę na wyjątkową brutalność całego ataku oraz chaos, jaki panował w trakcie zdarzenia.
Ilość zadanych ciosów wskazuje na bardzo silne wzburzenie, nie wiadomo czym wywołane. Liczba tych ciosów jest niewytłumaczalna – podkreślił prokurator Wegner.
Dodał, że podobnie niewytłumaczalna jest liczba osób, które sprawca zaatakował i które usiłował zaatakować, ponieważ chłopcu udało się uciec. W wielu przypadkach sprawca próbował zadawać ciosy w plecy, co dodatkowo podkreśla gwałtowność jego działań.
Śledczy zaznaczają, że ze względu na traumę oraz dynamiczny przebieg wydarzeń przesłuchani świadkowie nie są w stanie dokładnie określić chronologii poszczególnych scen. W ich ocenie wcześniej nie występowały żadne kłótnie ani sytuacje, które mogłyby w jakikolwiek sposób zapowiadać wybuch agresji. Cała tragedia rozegrała się nagle i zaskoczyła wszystkich obecnych w mieszkaniu.
Funkcjonariusz SOP zawieszony
Po zatrzymaniu mężczyzna zawieszono w pełnieniu obowiązków służbowych, a władze wszczęły procedurę zmierzającą do jego wydalenia ze służby. Wicedyrektor departamentu komunikacji społecznej MSWiA, Tomasz Kułakowski, poinformował, że 44-latek służył w SOP od 23 lat i zdobył duże doświadczenie.
Na początku października przeszedł badania okresowe, a w Warszawie pracował, nie uczestnicząc w ochronie najważniejszych osób w państwie. Koordynator służb specjalnych, Tomasz Siemoniak, odniósł się do sprawy na antenie Radia ZET i stwierdził, że „za wcześnie, by formułować dalej idące oceny”.
Dodał również, że „będą wyciągane wnioski”, a czasami mogą występować sprawy, o których władze nie wiedziały i nie mogły przewidzieć. Służby wciąż monitorują funkcjonariusza oraz analizują jego zachowanie, aby w przyszłości zapobiec podobnym sytuacjom.