Aż trudno uwierzyć, ile zarabia salowa w szpitalu. Ujawniono konkretne stawki
Zawód salowej jest jednym z najmniej docenianych i najsłabiej wynagradzanych w polskiej służbie zdrowia. Znamy konkretne stawki, na które mogą liczyć osoby zatrudnione na tym stanowisku. Można zauważyć istotne różnice między etatem a stawką godzinową. Przedstawiamy szczegóły.
Obowiązki salowej w szpitalu
Wiele osób wciąż myśli, że obowiązki salowej ograniczają się jedynie do sprzątania i dezynfekcji. Okazuje się jednak, że prawda jest inna. Salowa wykonuje również różne zadania przy pacjentach. W jednej z ofert pracy na to stanowisko znalazł się nawet wymóg „opanowanie na widok krwi”. Wśród innych wymagań bytomski szpital wymienia również: umiejętność pracy w zespole, sumienność oraz punktualność.
Salowa jest jednym z najmniej docenianych i najsłabiej opłacanych zawodów w całej służbie zdrowia. „Fakt” dokładnie przyjrzał się stawkom, które oferowane są w różnych ogłoszeniach o pracę dotyczących stanowiska salowej. Proponowane w ofertach kwoty mogą zdziwić wiele osób.
Ile zarabia salowa? Wiele osób się zdziwi
„Fakt” sprawdził, jakie wynagrodzenie dla salowej oferuje Wojewódzki Szpital Specjalistyczny Nr 4 w Bytomiu. Dziennik, powołując się na ogłoszenie tej placówki, poinformował, że wynagrodzenie zasadnicze dla salowej wynosi tam 5318,12 złotych brutto. Jest to więc około 3955 złotych „na rękę”.
„Fakt” przyjrzał się również propozycji firmy porządkowej Impel, która oferuje zatrudnienie na umowę zlecenia. Stawka godzinowa dla salowej, którą proponuje firma, wynosi od 31,40-31,50 zł brutto. Aby móc pracować, konieczne jest między innymi posiadanie książeczki sanitarno-epidemiologicznej z aktualnymi badaniami, a także zaświadczenia o niekaralności.
Zobacz więcej: Pokazał paragon grozy z apteki. Gdy zobaczyliśmy, ile kosztowały dwa podstawowe leki, zaniemówiliśmy
Szokująca relacja salowej
Jakiś czas temu „Gazeta Wyborcza” opisywała historię salowej zatrudnionej przez firmę Impel, pracującej w Klinice Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej przy ul. Borowskiej we Wrocławiu. Z relacji kobiety wynikało, że pracuje po 180-220 godzin w miesiącu. Opowiedziała również o problemach z rozliczaniem dodatków za pracę w niedziele i święta oraz nadgodziny.
Nie było żadnych niedziel płaconych, świąt i tak dalej. Jak się upomniałam o moje 100 nadgodzin, kierowniczka postanowiła, że dadzą mi premię 105 zł. Za 100 nadgodzin – opowiadała salowa, cytowana przez „Gazetę Wyborczą”.
Przedstawicielka Grupy Impel Katarzyna Marszałek pytana o zaistniałą sytuację tłumaczyła, że „obowiązuje równoważny system czasu pracy, a rozliczenia odbywają się zgodnie z regulaminami”.