„Za chwilę cierpieć będziemy my”. Alarm po eskalacji na Bliskim Wschodzie
Izrael i USA rozpoczęły operację militarną przeciwko Iranowi. W nalocie zginął najwyższy przywódca tego kraju ajatollah Ali Chamenei, a władze rozpoczęły działania odwetowe. Jakie konsekwencje konfliktu na Bliskim Wschodzie poniesie Europa?
Trwa wymiana uderzeń na Bliskim Wschodzie
Robert Pszczel był gościem programu Polsat News „Najważniejsze pytania”. Dyplomata ostrzega, że eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie może mieć poważne konsekwencje dla całego świata. Kluczowym zagadnieniem są ceny ropy naftowej.
Jeśli ta sytuacja się utrzyma, to jednak na stacjach benzynowych będziemy cierpieć – ocenił.
Jego zdaniem to nieuniknione, gdyż sytuacja w każdej chwili może zmienić się z „bardzo złej” w „absolutną katastrofę”. Dyplomata obawia się przede wszystkim wewnętrznej destabilizacji Iranu, która miałaby niszczycielski, długotrwały wpływ na bezpieczeństwo międzynarodowe i mogłaby skutkować efektem domina obejmującym cały Bliski Wschód.
Gdyby na to się nałożyły jakieś formy quasi rozpadu czy jakiegoś wielkiego chaosu w samym Iranie, to te konsekwencje byłyby fatalne, znacznie bardziej długofalowe – dodał Pszczel.
Co czeka Iran po zakończeniu wojny? Ekspert ocenia
Robert Pszczel na antenie Polsat News zastanawiał się także, co czeka Iran po zakończeniu wojny. Analizował, jak kształtuje się władza w kraju po doniesieniach, że liderzy reżimu zginęli w nalotach.
Wydaje się bardzo prawdopodobne, […] że czekano, niezależnie od tego zgrupowania wielkiego wojsk, na moment, kiedy faktycznie ci ludzie, którzy do niedawna jeszcze, parę dni temu stanowili absolutnie trzon władzy w Iranie spotkają się w jednym miejscu. No oczywiście popełnili wielki błąd, nic się nie nauczyli z doświadczeń, prawda? Bo to już były takie sytuacje i zostali zdekapitowani. Czyli po prostu zginęło praktycznie całe kierownictwo – mówił dyplomata.
Jego zdaniem trudno jednak mówić obecnie o zniszczeniu całego reżimu. Zapytany o motywy Izraela, stwierdził, że celem jego władz było „degradowanie zdolności wojskowych Iranu”. Trudniej jednak mu ocenić, co kierowało Donaldem Trumpem.
Stany Zjednoczone patrzą, jeśli zakładamy pewną myśl strategiczną, potencjalnie, z punktu widzenia, mówiąc kolokwialnie, załatwienia sprawy, czyli żeby Bliski Wschód nie wymagał w przyszłości angażowania sił amerykańskich, które wtedy można w znacznie większym stopniu przesunąć na obszar przede wszystkim oczywiście Indo-Pacyfiku – podsumował.