Wstrząsające słowa prezydenta Kuby. „Obywatele muszą przygotować się na potencjalny atak”
Prezydent Kuby Miguel Diaz-Canel zadeklarował, że przygotowuje się do wojny z USA. Jak zapewnia, nie planuje inwazji na amerykański kraj, ale musi poważnie traktować ryzyko ataku USA na Kubę.
Kuba: Przygotowujemy się na atak USA
W środę 22 kwietnia opublikowano rozmowę Miguela Diaz-Canela, prezydenta Kuby, z brazylijskim portalem Opera Mundi. Polityk podzielił się kontrowersyjnym stwierdzeniem. Zapowiedział, że atak USA na Kubę może być bliżej niż myślimy:
Obywatele Kuby muszą przygotować się na potencjalny atak ze strony wojsk amerykańskich, które zagrażają suwerenności naszego kraju.
W ostatnich tygodniach Donald Trump kilkukrotnie groził bowiem przeprowadzeniem operacji militarnej w kraju Ameryki Północnej. Zapytany, czy Kuba będzie następna po Iranie odparł:
Cóż, to zależy od definicji „działań zbrojnych”.
„To nie będzie ani niespodzianka, ani porażka”
Przywódca karaibskiego państwa podkreślił, że sam nie dąży do konfrontacji z USA. Potencjalny konflikt byłby więc wyłącznie wynikiem ataku USA. Jak zapewnia Diaz-Canel, mieszkańcy Kuby muszą więc być przygotowani na zagrożenia ze strony amerykańskiej:
W obecnej sytuacji możliwe jest, że [USA] spróbuje zaatakować Kubę. My tymczasem musimy przygotować się, aby nie była to dla nas ani niespodzianka, ani porażka.
Lokalne władze działają już nad wzmocnieniem systemu obrony narodowej. Z kolei USA rozpoczęło już pewne działania przeciwko Kubie, m.in. poprzez zaostrzanie polityki energetycznej.
Dialog Kuba-USA
Jak poinformował polityk, kluczowym elementem systemu obrony ma być znana od lat doktryna „wojny całego ludu”. Na czym to polega? W przypadku konieczności przeprowadzenia defensywy, każdy obywatel będzie miał swoją rolę oraz misję do wypełnienia, w celu obrony ojczyzny. Pomimo aktywnych przygotowań do militarnego konfliktu, Kuba pozostaje otwarta na dialog z USA. Prezydent z Ameryki Północnej stawia jednak warunki:
Jednocześnie kubańskie władze deklarują gotowość do dialogu z Waszyngtonem, ale tylko pod warunkiem wzajemnego szacunku i bez narzucania poglądów.