Rada Pokoju Donalda Trumpa. Dla Polski to „piekielnie niebezpieczne”
Zaproszenie Polski do tworzonej przez Donalda Trumpa tzw. Rady Pokoju wywołało poważną debatę wśród dyplomatów i ekspertów od polityki międzynarodowej. Były ambasador Jerzy Marek Nowakowski w rozmowie z Wirtualną Polską nie kryje wątpliwości
Czym ma być „Rada Pokoju” według Donalda Trumpa?
Inicjatywa amerykańskiego prezydenta nie wpisuje się w istniejące struktury prawa międzynarodowego. Jak podkreśla Jerzy Marek Nowakowski, nie chodzi o nową organizację międzynarodową w klasycznym sensie.
To ma być prywatna drużyna polityczna Donalda Trumpa, alternatywa dla Organizacji Narodów Zjednoczonych, działająca pod jego patronatem – ocenia były dyplomata, dziś dyrektor Akademickiego Centrum Analiz Strategicznych przy Akademii Sztuki Wojennej.
W jego opinii taka „rada pokoju” oznacza powrót do świata, w którym kluczowe decyzje podejmują mocarstwa, a nie wspólnota oparta na regułach.
Dlaczego „Rada Pokoju” budzi tak duże obawy wśród dyplomatów?
Jerzy Marek Nowakowski wskazuje, że Polska znalazła się w trudnym położeniu. Z jednej strony może przystąpić do projektu i utrzymać bliskie relacje z USA. Z drugiej – ryzykuje udział w podważaniu porządku międzynarodowego, który przez dekady wzmacniał polskie bezpieczeństwo.
Jedyny realny plus to utrzymywanie Stanów Zjednoczonych w kręgu współpracy. Lista minusów jest znacznie dłuższa – zaznacza. – Ryzykujemy przykładanie ręki do burzenia systemu, który przyniósł Polsce ogromny sukces polityczny.
Dodatkowy niepokój budzi fakt, że zaproszenia do projektu mieli otrzymać również Władimir Putin i Alaksandr Łukaszenka.
„Rada pokoju” i presja czasu.
Były ambasador zwraca uwagę na tempo, w jakim Donald Trump forsuje inicjatywę. Według niego amerykański prezydent próbuje wymusić szybkie decyzje, sugerując pilne spotkanie nowego gremium.
Trump działa jak sprzedawca garnków: wszystko ma być natychmiast, najlepiej na wczoraj – mówi Jerzy Marek Nowakowski.
W tej sytuacji rekomenduje ostrożność. Jego zdaniem Polska powinna zwlekać z odpowiedzią i konsultować stanowisko z partnerami europejskimi, zamiast reagować pod presją czasu i emocji.
Ryzyko politycznego odwetu ze strony USA
Ekspert nie ukrywa, że odmowa może wiązać się z konsekwencjami. Jako przykład podaje relacje USA z Francją. Gdy prezydent Emmanuel Macron odmówił udziału w projekcie, Donald Trump miał zapowiedzieć drastyczne cła na francuskie produkty.
To pokazuje, że każde działanie ze strony USA jest możliwe – ocenia Nowakowski.
Jednocześnie przestrzega przed podejmowaniem decyzji wyłącznie ze strachu..
Straszenie, że Polska „wypadnie z orbity USA”, to już czyste szaleństwo. Trzeba też zapytać: jakie mamy gwarancje, że ktoś będzie nas bronił, jeśli uzna, że mu się to nie opłaca? – dodaje.
Składka większa niż do ONZ
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów projektu jest składka członkowska. Według ujawnionych informacji państwa zaproszone do Rady Pokoju miałyby wpłacić po jednym miliardzie dolarów, czyli około 3,6 mld zł.
Dla porównania: roczna składka Polski do ONZ to około 28,3 mln dolarów, a do Europejskiej Agencji Kosmicznej – 165 mln zł. Miliard dolarów oznaczałby więc wydatek wielokrotnie wyższy niż dotychczasowe zobowiązania wobec kluczowych organizacji międzynarodowych.
Co więcej, prezydent RP nie mógłby samodzielnie podjąć takiej decyzji. Członkostwo w nowym podmiocie i przekazanie środków wymagałoby zgody rządu i Sejmu.