Nowe, kontrowersyjne przepisy ws. porodów już obowiązują. Wiele kobiet jest wściekłych
Według nowego rozporządzenia w wielu szpitalach porody będą odbywały się w tzw. pokojach narodzin, czyli na SOR lub na izbach przyjęć. Jednakże lekarze ginekolodzy nie będą tam 24h na dobę…
Będą porody na SOR
Od 31 stycznia 2026 roku w życie weszły nowe przepisy dotyczące porodów. Dotyczy to zmian wprowadzonych w Rozporządzeniu w Sprawie Świadczeń Gwarantowanych z Zakresu Leczenia Szpitalnego. W placówkach bez oddziałów ginekologiczno-położniczych będą mogły odbywać się w tzw. pokojach narodzin, czyli w:
- Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych (SOR) lub
- izbach przyjęć.
Gdzie tkwi absurd? Na SOR lub w izbach przyjęć lekarze ginekolodzy będą dostępni tylko w godzinach od 8:00 do 18:00. Jak powszechnie wiadomo, kobieta nie ma wpływu na godzinę i czas trwania porodu. Oznacza to, że w przypadku nocnego porodu lub dni wolnych od pracy matka nie będzie mogła liczyć na profesjonalną pomoc medyczną. Na miejscu będzie jedynie położna i lekarze innych specjalizacji (np. ratownicy).
Karetka zamiast oddziału
Według reformy odpowiedzią na brak oddziału ginekologiczno-położniczego jest czekająca karetka. W przypadku komplikacji związanych z porodem pacjentka ma mieć możliwość skorzystania ze specjalnej karetki (dedykowanej do tego celu i nie używanej w innym). Będzie nią przewieziona w ciągu 15 minut do najbliższego szpitala, odpowiadającego jej stanowi zdrowia. Takie karetki mają być dostępne przy pokojach narodzin 24/7.
„To obniżanie standardów”
Reformę skomentowała działaczka polityczna i społeczna Małgorzata Tylus. W filmiku zamieszczonym na Instagramie zaznaczyła, że kobiety będą pozostawione bez opieki medycznej:
W tych punktach będzie położna. Mamy cudowne, wykwalifikowane położne. Ale nawet położna nie udźwignie tego, co powinien zrobić lekarz w przypadku komplikacji.
Działaczka poddała także pod wątpliwość funkcjonalność karetki przy pokojach narodzin. Zauważyła, że utrzymanie takiej karetki to koszt około 2 mln zł, a finanse publiczne od lat zmagają się z brakiem dostatecznego finansowania. Całą nowelizację podsumowała słowami:
To nie jest reforma. To jest obniżenie standardów.