Tajemnicza śmierć chrzestnej Tomasza Komendy. Wiemy, co wykazało wewnętrzne śledztwo policji
Ciało matki chrzestnej Tomasza Komendy odnaleziono w grudniu 2025 roku w jednym z lokali znajdujących się we Wrocławiu, a mogło tam leżeć nawet dwa lata. Odkryto je pół roku po zgłoszeniu zaginięcia kobiety. Wiadomo, że policja prowadziła wewnętrzną kontrolę w sprawie działań funkcjonariuszy w tej sprawie. Są jej wyniki.
Znaleziono ciało matki chrzestnej Tomasza Komendy
8 grudnia 2025 roku w jednym z mieszkań znajdujących się przy ulicy Strzegomskiej we Wrocławiu Pracownicy Zarządu Zasobu Komunalnego odkryli zmumifikowane zwłoki leżące w łazience nieopodal wanny. Przeprowadzono szczegółowe badania, w tym DNA, które następnie wskazały, że ciało należało do chrzestnej Tomasza Komendy. Jak wynika z ustaleń „Gazety Wyborczej”, mogło tam leżeć nawet dwa lata. Zaginięcie kobiety oficjalnie zgłoszono w maju 2025 roku.
Pierwsze sygnały o braku kontaktu z 74-latką pojawiły się w maju 2024 roku, gdy sąsiedzi poinformowali administratorkę budynku, że dawno nie widzieli sąsiadki, nawet od kilku miesięcy. Jedna z rozmówczyń „Gazety Wyborczej” wyjaśniła, że prosili, aby sprawdzić mieszkanie kobiety.
Usłyszeliśmy od administracji, że jak będzie niesłuszne wezwanie [straży pożarnej – przyp. red.], to jeszcze nas obciążą kosztami, i czy wiemy, ile taka akcja kosztuje – tłumaczyła.
Są nowe ustalenia ws. matki chrzestnej Tomasza Komendy
Wyjaśnieniem okoliczności śmierci 74-latki zajęła się wrocławska prokuratora. Z kolei policja wszczęła wewnętrzną kontrolę, której zadaniem było ustalenie, czy działania policjantów w związku z zaginięciem kobiety były właściwe i zgodne z przepisami.
Pojawiły sie nowe ustalenia w tej sprawie. Jak podaje w rozmowie z „Faktem” podkom. Aleksandra Freus z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu, przeprowadzona wewnętrzna kontrola nie wskazała, aby doszło do niewłaściwych działań funkcjonariuszy z Komisariatu Wrocław-Stare Miasto. Zaznaczyła również, że czynności dotyczące poszukiwań kobiety, zostały przeprowadzone prawidłowo.
W efekcie prowadzonych czynności wskazano jednak konieczność wykonywania penetracji ostatniego miejsca przebywania osoby zaginionej bezpośrednio przez policjantów prowadzących poszukiwania, tak aby nie poległy one na relacji innych podmiotów bądź osób – tłumaczyła.
Byli w mieszkaniu i nie znaleźli ciała?
Podkom. Aleksandra Freus przekazała również, że zanim doszło do oficjalnego zgłoszenia zaginięcia 74-latki, jej bliscy informowali funkcjonariuszy o dwukrotnym otwarciu lokalu przed administrację. Doszło do tego 26 marca 2025 r., gdy miało miejsce komisyjne otworzenie mieszkania i wymiana zamków oraz 29 kwietnia 2025 r., celem zaplanowania dezynsekcji.
W tym czasie, jak wynika z ustaleń funkcjonariuszy, obecni byli bliscy pani Stanisławy, którzy po wejściu do lokalu, przeglądali rzeczy osobiste należące do niej. Nie znaleziono wówczas ciała kobiety.
Z kolei syn 74-latki w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” tłumaczył, że początkowo administracja nie chciała wpuścić go do lokalu, lecz ostatecznie wyraziła zgodę, aby tam wszedł, by zabrać jej zdjęcie. Obecni byli tam: administratorka ze ślusarzem, a także pan Grzegorz, któremu towarzyszył kuzyn.
Mężczyzna zrelacjonował, że kazano udać im się do szafki, w której znajdowały sie zdjęcia. Zauważył jednak, że na stole znajdowały się rzeczy jego mamy, bez których ta nie ruszała się z domu. Wśród tych przedmiotów znalazły się m.in. inhalator, dokumenty czy pieniądze.
Chciałem się rozejrzeć po mieszkaniu, ale kazali mi sie wynosić – powiedział.