Przyszedł na SOR z bolącym barkiem, nie żyje. Porażające ustalenia
Pan Mikołaj przyjechał na SOR z bolącym barkiem. Niestety już kilkanaście dni później zmarł. Jak się okazuje, wszystkiemu winny może być lekarz dyżurny. Szokujące ustalenia z Radomia.
Szokująca historia na SOR
10 stycznia 2026 roku 45-letni Mikołaj pojechał na Szpitalny Oddział Ratunkowy Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu z bolącym barkiem. Zbadał go lekarz dyżurny i postanowił nastawić uszkodzoną kończynę.
Niestety medyk miał podać panu Mikołajowi tajemniczy lek, prawdopodobnie w celu znieczulenia. Według ustaleń „Faktu”, lekarz zrobił to bez żadnej konsultacji z anestazjologiem. 45-latek stracił przytomność i trafił na oddział intensywnej terapii.
Czytaj także: Dramat w piątkowy poranek. Nie żyje 40-latek, służby były bezradne
Przyjechał na SOR, nie żyje
Pan Mikołaj miał przebywać na oddziale intensywnej terapii przez ponad dwa tygodnie. Następnie został przewieziony do ośrodka w Legionowie. Niestety, zmarł tam 3 lutego 2026 roku.
Reporterzy „Faktu” dotarli do ratowników medycznych, którzy byli świadkami przyjęcia zmarłego Mikołaja na SOR. Jak powiedzieli, lekarz początkowo nie chciał przyjąć 45-latka, a później popełnił ogromny błąd. Bez odpowiednich uprawnień podał pacjentowi lek. Niestety nadal nie ustalono, czym był podany preparat.
Co oburzające, personel powiedział że stan 45-latka gwałtownie pogorszył się po podaniu leku, a mimo to nikt nie udzielał mu pomocy. Dopiero kiedy zorientowano się, że stracił przytomność, wybuchło zamieszanie.
Zobacz też: Nad obiektami wojskowymi pojawiły się setki spadochroniarzy NATO. Znamy powód
Prokuratura prowadzi śledztwo
Prokuratura wszczęła śledztwo ws. tragedii na SOR, a szpital rozpoczął postępowanie wyjaśniające. Jak informują służby, dochodzenie ruszyło anonimowym piśmie, w którym autorzy opisali całe zdarzenie.
Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie śmierci pacjenta, który trafił na SOR w Radomiu 10 stycznia. Śledztwo to ruszyło po anonimowym piśmie podpisanym jako „ratownicy medyczni”. Śledczy analizują dokumentację medyczną i ustalają, kto pełnił wówczas dyżur oraz czy doszło do nieprawidłowości. W sprawie pojawia się też poważny zarzut, że przez około 20 minut mężczyzna miał nie otrzymać właściwej pomocy oraz że nie został podłączony do monitora powiedział Prokurator Rejonowy Cezary Ołtarzewski, cytowany przez „Fakt”.
Niestety to nie koniec szokujących faktów. Jak podaje portal, lekarz który dopuścił się karygodnego błędy, miał dodatkowo grozić personelowi. Zebrał dyżurujących wówczas lekarzy, pielęgniarki i ratowników i nakazał im milczenie pod groźbą zwolnienia.