Nie żyje 60-latek. Zmarł niedługo po opuszczeniu SOR-u
60-letni pan Wojciech, którego stan rodzina określiła jako „niepokojący” udał się na krakowski SOR. Został z niego wypisany już kolejnego dnia. Bliscy donoszą, że miał spędzić pod szpitalem trzy godziny, nie potrafiąc samodzielnie wrócić do domu. Dwa dni później zmarł, a jego sprawą zajmie się Rzecznik Praw Pacjenta.
Kraków. Mężczyzna pojechał na SOR. Kilka dni później już nie żył
Jak wynika z relacji byłej żony pana Wojciecha dla „Gazety Wyborczej”, jego bliscy dowiedzieli się od pracodawcy mężczyzny, że ten od kilku dni nie pojawia się w pracy i nie ma z nim kontaktu. Rodzina udała się do jego mieszkania, a tam zastali 60-latka w niepokojącym stanie. Kobieta relacjonowała, że nie był do końca świadomy tego, co się wokół niego dzieje.
Wezwano karetkę, która przewiozła 60-latka na SOR w szpitalu im. Ludwika Rydygiera w Krakowie. Jego syn podał swój numer ratownikom, by to właśnie z nim kontaktowali się w sprawie ojca.
Kolejnego dnia syn pana Wojciecha dowiedział się, że jego ojca wypisano z placówki. Utrzymuje, że 60-latek miał rzekomo przez kilka godzin przebywać pod budynkiem, wykazując objawy dezorientacji. Z relacji pacjentki, która przebywała wówczas na SOR-ze, również wynika, że mężczyzna „był w bardzo kiepskim stanie, zagubiony”.
Niedługo później, po interwencji syna, pan Wojciech trafił na oddział neurologiczny. Miał mieć poważne problemy z orientacją i nie był w stanie wskazać aktualnego roku. W dokumentacji medycznej miało pojawić się rozpoznanie „zawału mózgu”. Dzień później zmarł.
Jest reakcja krakowskiego szpitala
Szpital odniósł się do zaistniałej sytuacji. W oświadczeniu cytowanym przez media wyjaśnił, że w momencie, gdy pan Wojciech trafił na SOR, był „w stanie wyniszczenia po długotrwałym ciągu alkoholowym”. Dodatkowo osoba zgłaszająca miała poinformować o wcześniejszym wystąpieniu problemów z orientacją czy halucynacjach.
W ocenie szpitala, o czym przypomina „Gazeta Wyborcza”, „pacjent nie wykazywał zaburzeń świadomości, był w logicznym kontakcie”. Po wykonanych badaniach zostawiono go na nocną obserwację, a rano jego stan miał ulec poprawie. Dodatkowo placówka podaje, że pacjent nie chciał, by kontaktowano się z jego bliskimi, twierdząc, że zrobi to osobiście.
Sprawą pana Wojciecha zajął się Rzecznik Praw Pacjenta
Po tym, jak „Gazeta Wyborcza” opisała sprawę pana Wojciecha, sytuacją zainteresował się Rzecznik Praw Pacjenta. W rozmowie z „Super Expressem” przekazał, że „ocena, czy doszło do naruszeń praw pacjenta, wymaga szczegółowego wyjaśnienia wszystkich okoliczności sprawy”. Dlatego też podjęto decyzję o wszczęciu postępowania wyjaśniającego.
W związku z doniesieniem medialnym Rzecznik Praw Pacjenta z własnej inicjatywy wszczął postępowanie wyjaśniające w celu ustalenia, czy w tym przypadku doszło do naruszenia praw pacjenta. Poprosiliśmy szpital o stanowisko i kopię dokumentacji medycznej pacjenta – przekazano.
Jednocześnie Rzecznik Praw Pacjenta przypomina, że „szpital jest zobowiązany zapewnić pacjentowi opiekę adekwatną do jego stanu zdrowia oraz możliwości samodzielnego funkcjonowania”.