Krzyki i oskarżenia na sali obrad. Dramatyczne sceny, radny trafił w ciężkim stanie do szpitala
Podczas niedawnej Rady Miasta w Radomiu nie zabrakło emocji, a rozmowa o potańcówce w stylu PRL zakończyła się dramatem. Radny Jan Pszczoła nieoczekiwanie zasłabł, po czym trafił do szpitala. Jego stan określono jako ciężki.
Zacięte rozmowy podczas sesji Rady Miasta
W piątek 20 lutego odbyła się sesja Rady Miasta w Radomiu, którą to zwołano na wniosek radnych wywodzących się z Prawa i Sprawiedliwości. Rozmowa dotyczyła m.in. zorganizowanej potańcówki rodem z PRL, która otworzyła odchody 50. rocznicy Radomskiego Czerwca ’76.
Impreza ta obiła się szerokim echem w mediach społecznościowych, a część osób dość negatywnie oceniło to wydarzenie. Niektórzy z nich zwrócili uwagę na fotografie, na których pojawiła się wiceprezydent miasta Marta Michalska-Wilk z Koalicji Obywatelskiej. Miała ona pozować do zdjęć z osobami przebranymi za funkcjonariuszami Zmotoryzowanych Oddziałów Milicji Obywatelskiej, a to nie spodobało się obywatelom.
Dramat w Radomiu. Radny trafił do szpitala
W trakcie piątkowej sesji temat ten wyraźnie się zaognił, a niektórzy uważali to wręcz za obrazę pamięci tych, którzy doświadczyli w tamtych czasach agresji ze strony ówczesnej władzy. Negatywnie wypowiedział się m.in. Marek Suski.
Jak słyszę czasem od obecnych władz, że nie należy uprawiać polityki na grobach, nie należy na ofiarach i na grobach ofiar urządzać sobie tańców, a wy właśnie tutaj w Radomiu – na tych grobach ofiar urządziliście sobie takie harce, takie tańce, kpiny i powinniście po prostu odejść, jeżeli macie jeszcze jakiś cień honoru – mówił.
Jak informuje „Echo Dnia” podczas sesji obecny był również radny Jan Pszczoła, który nieoczekiwanie po głosowaniu zasłabł. Zauważył to jeden z obecnych tam radnych i zaniepokoił się faktem, że 78-latek nie podnosi się z zajmowanego miejsca. Natychmiast wezwano do niego służby, a następnie, po ich przyjeździe, trafił do szpitala. Media donoszą, że doznał on wylewu, a jego stan jest określany jako ciężki.
W ostatnim czasie granica między dopuszczalną krytyką, a hejtem uległa niebezpiecznemu zatarciu. Hejt, eskalowanie nienawiści oraz agresja słowna wobec kogokolwiek nie mogą być akceptowane – nie ma i nigdy nie będzie na to mojej zgody. Wiem, o czym mówię, ponieważ w ostatnich dniach sama doświadczyłam tego zjawiska bardzo dotkliwie. Nienawiść, hejt i obrażanie nie mogą stać się „nową normalnością” życia publicznego – to forma przemocy, która prowadzi do dramatycznych konsekwencji. Niech każdy o tym pomyśli… Janku, trzymaj się. Jesteśmy myślami z Tobą i Twoimi najbliższymi… – napisała w mediach społecznościowych Marta Michalska-Wilk.