Koszmar w polskiej miejscowości, nie żyje dwoje malutkich dzieci. „Ukryły się w łazience”
Z każdym kolejnym ustaleniem obraz pożaru w Wysokiej staje się coraz bardziej dramatyczny. Jak dowiedział się „Fakt”, 3-letnia Lenka i 1,5-roczny Leon w obliczu szalejącego ognia szukali ratunku w łazience. To właśnie tam, nieprzytomne, odnaleźli je strażacy.
Jak doszło do pożaru?
Pożar wybuchł we wtorek, 24 marca, tuż po godzinie 8:00 w mieszkaniu przy Placu Wolności. Pani Klaudia, która wynajmowała to lokum od zaledwie dwóch tygodni, w chwili pojawienia się ognia przebywała w jednym z pokoi. Płomienie, które prawdopodobnie odcięły drogę do dzieci, rozprzestrzeniały się błyskawicznie, zaczynając się najpewniej w przedpokoju.
Zdesperowana kobieta próbowała dotrzeć do swoich dzieci, jednak ściana ognia i gryzący dym okazały się barierą nie do przebicia. W ostatniej chwili, ratując własne życie, młoda matka została zmuszona do skoku przez okno. Choć fizycznie nie odniosła obrażeń, jej stan psychiczny wymagał natychmiastowej hospitalizacji.
Zobacz więcej: Od 1 kwietnia drożeją leki. Mamy listę, nawet 100 zł więcej za opakowanie
Reanimacja i walka o życie dzieci
Strażacy, którzy przybyli na miejsce już po kilku minutach, wynieśli rodzeństwo z zadymionej łazienki. Przez ponad godzinę ratownicy z 11 zastępów straży oraz załoga śmigłowca LPR prowadzili intensywną reanimację na oczach wstrząśniętych sąsiadów.
Niestety, mimo nadludzkiego wysiłku lekarzy, dzieci zmarły. Nieoficjalnie podaje się, że przyczyną było silne zaczadzenie.
Zobacz więcej: Tajemnicza śmierć matki i córki w polskim mieście. Ujawniono wyniki sekcji zwłok
„Każdy dzień przynosi coś pięknego”
Te słowa, zamieszczone przez panią Klaudię w mediach społecznościowych jeszcze w lutym, dziś budzą ogromny smutek. Profil kobiety był pełen miłości do dzieci. Publikowała tam zdjęcia z urodzin Lenki i radosne wpisy o synku, nazywając ich narodziny „najpiękniejszymi dniami w życiu”. Sąsiedzi z Placu Wolności przyznają, że nie zdążyli nawet poznać nowej lokatorki.
To olbrzymia tragedia, mama tych dzieci jest w szoku. Na miejscu cały czas trwają oględziny i przesłuchania świadków – informuje Weronika Majcher z policji w Pile.
Śledczy pod nadzorem prokuratury badają teraz dokładną przyczynę pojawienia się ognia. Sprawdzane jest m.in. czy w mieszkaniu nie doszło do zwarcia instalacji elektrycznej.