Strażacy ruszyli do gaszenia gigantycznego pożaru pod Warszawą. Nagle rozegrał się dramat
Podczas akcji gaszenia gigantycznego pożaru lasu pod Warszawą doszło do dramatycznego zdarzenia, które bezpośrednio dotknęło strażaków ochotników z OSP Turze. Druhowie, którzy ruszyli na pierwszą linię frontu walki z żywiołem, bezpowrotnie stracili swój legendarny, ciężki wóz bojowy marki Tatra z 1973 roku.
Awaria i pożar wozu bojowego OSP Turze
Pojazd marki Tatra służył w czynnej służbie od 1997 roku i zawsze był kierowany na pierwszą linię frontu, ponieważ nowsze samochody były oszczędzane. Podczas nocnych działań gaśniczych około północy doszło do pierwszej awarii, którą ratownicy zdołali jeszcze naprawić na miejscu.
Kilka godzin później sytuacja stała się jednak dramatyczna. W samochodzie zapaliła się komora silnika, co ostatecznie i najpewniej na dobre uziemiło auto. Jak przyznał w rozmowie z Radiem ZET strażak-ratownik Dominik Borkowski, na tę chwilę druhowie nie są w stanie określić, czy pojazd w ogóle da się jeszcze uratować, gdyż obecnie ich priorytetem pozostaje walka z żywiołem.
Zobacz więcej: Zwrot ws. wojny z Iranem. Trump zwołał pilne spotkanie w sali kryzysowej, chodzi o uran
Strażacy ochotnicy zostali bez ciężkiego sprzętu
W wyniku zniszczenia Tatry ochotnicy z OSP w Turzu znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji, dysponując jedynie średnim wozem marki Iveco. Jest to jednak pojazd typowo miejski, który kompletnie nie nadaje się do prowadzenia działań w wymagającym terenie leśnym.
Dominik Borkowski podkreślił, że miejskim autem nie wszędzie da się wjechać, dlatego jednostka pilnie potrzebuje pomocy:
W tym momencie szukamy kontaktu, jakieś pomocy od osób, które byłyby w stanie wesprzeć nas w uzyskaniu ciężkiego wozu bojowego, tak, żebyśmy mogli dalej działać.
W internecie ruszyła już specjalna zbiórka funduszy na zakup nowego pojazdu dla poszkodowanych strażaków.
Zobacz więcej: Zostali wezwani do tragicznego wypadku. Gdy zobaczyli, kto jest ofiarą, mogli tylko zapłakać
Trudna akcja gaśnicza i wielki pożar lasu pod Warszawą
Wielki pożar lasu pod Warszawą wybuchł w czwartek, a ogień zdążył już objąć potężny obszar około 300 hektarów. W nieustannej i niezwykle trudnej walce z żywiołem bierze udział ponad 1000 osób.
Głos w sprawie sytuacji kryzysowej zabrał również premier Donald Tusk, który po posiedzeniu sztabu kryzysowego zaznaczył, że choć wykonano ogromną pracę przez całą noc i sytuacja jest lepsza, to wciąż za wcześnie na ogłoszenie pełnego sukcesu.
Szef rządu dodał, że wiele zależy od zrywającego się wiatru, uspokoił jednak, że na ten moment nie ma ryzyka kolejnej ewakuacji, a chęć ewentualnego wsparcia wyrazili już Słowacy.