Jechała do sanatorium, nie żyje. Prokuratura ujawniła wstrząsające kulisy
Tragedia w mieście Pabianice pod Łodzią. Kilka dni temu znaleziono tam ciało 70-latki w okolicy torów kolejowych. Teraz na jaw wyszły szokujące ustalenia. Co doprowadziło do śmierci seniorki?
Tragedia w Pabianicach
Nad ranem 7 lutego w okolicach torów kolejowych w Pabianicach znaleziono ciało 70-letniej kobiety. Zwłoki miały mieć obrażenia, które mogły świadczyć o potrąceniu przez pociąg. Tragiczna śmierć nie była jednak tak oczywista, jak wyglądało to na pierwszy rzut oka.
Według najnowszych ustaleń, zmarła to 70-latka, która po godzinie 2 w nocy miała wsiąść do pociągu właśnie w Pabianicach. Kobieta wybierała się do sanatorium nad morzem. Według śledczych, seniorka wsiadła do swojego wagonu, o czym świadczyć ma obecność jej bagażu. Walizkę w pociągu znaleziono bowiem dopiero w Szczecinie.
Co doprowadziło do tragedii w Pabianicach?
Ujawnienie bagażu i celu podróży seniorki znacznie zmieniło postrzeganie sprawy. Niemal pewne jest, że ciało kobiet przez co najmniej kilka godzin leżało w pobliżu torów kolejowych. Przyczyną śmierci seniorki mogło być wychłodzenie lub potrącenie przez pociąg. Wyjaśni to dopiero sekcja zwłok zaplanowana na piątek, 13 lutego.
Wiele wątpliwości budzi także informacja o tym, że świadek miał słyszeć komunikat o tym, że ktoś wypadł z pociągu. Patrol Służby Ochrony Kolei miał nie ujawnić jednak żadnego poszkodowanego:
Na piątek, 13 lutego, zaplanowana została sekcja zwłok kobiety. Liczymy, że ona da nam odpowiedzi na wiele kluczowych pytań. Przesłuchany został też świadek, który miał słyszeć komunikat o tym, że ktoś wypadł z pociągu. Na miejsce skierowano patrol Służby Ochrony Kolei, który jednak niczego nie ujawnił. Bagaż kobiety został znaleziony w pociągu w Szczecinie. To potwierdza, że do zdarzenia musiało dojść ok. godz. 2 w nocy – powiedział prokurator Paweł Jasiak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, cytowany przez „Fakt”.
Pabianice. Nowe ustalenia ws. tragedii na torach
Redakcja „Faktu” miała dotrzeć do znajomych rodziny zmarłej seniorki. Jak ustalili dziennikarze, pociąg był opóźniony i z peronu odjechał około godziny 2:50, a na miejscu czekało dużo pasażerów.
Pani jechała do sanatorium i była odprowadzona na peron. Jej pociąg miał opóźnienie. Była to sprawna kobieta, jak na swoje lata i stwierdziła, że dalej da sobie radę, skoro jeszcze jest opóźnienie i tyle ludzi. Na peronie było ok. 40 osób, bo to okres ferii. Przypuszczenia są takie, że być może zapomniała o drugiej torbie podręcznej. W pociągu była tylko listonoszka. Duży bagaż został wcześniej wysłany i czekał już w sanatorium, żeby nie musiała nic dźwigać – mówi świadek dla „Faktu”.
70-latka wysłała jedną walizkę do sanatorium wcześniej, tak aby nie trzeba było jej dźwigać. Ze sobą kobieta miała z kolei dwie torby – jedną zdążyła wziąć ze sobą, druga miała zostać na peronie. Seniorka najpewniej wróciła na peron po drugą torbę i wtedy mogło dojść do tragedii:
Miała jechać na kurację, miała dwie torby, jedną zdążyła wsadzić do pociągu, a drugiej nie. Wiem też, że ktoś krzyknął w pociągu, że kobieta wypadła, ale nie zareagowali. Dopiero w Łodzi poinformowali policję, by pojechali sprawdzić czy ktoś tam nie został. Jej pociąg był opóźniony, przyjechał do Pabianic o godz. 2.50 – czytamy w „Fakcie”.