Zabił żonę w domu, w którym były dzieci. Sąsiedzi przerwali milczenie, niebywałe co ujawnili
Brutalne zabójstwo w Raszynie. Do dramatu doszło w czwartek po południu w jednym z tamtejszych domów. Emerytowany pilot miał sięgnąć po pistolet, a następnie strzelić w głowę byłej partnerki. Po wszystkim wsiadł do samochodu i udał sie na cmentarz znajdujący się w Prażmowie. Tam doszło do samobójczej śmierci. Są nowe, nieoficjalne ustalenia związane ze zdarzeniem.
Zabójstwo w podwarszawskiej miejscowości. Służby były bezradne
W czwartek 7 maja w godzinach popołudniowych zadysponowano służby do domu znajdującego się przy ulicy Mokrej w Raszynie (woj. mazowieckie). Pruszkowska policja wydała specjalny komunikat dotyczący tej interwencji.
Wyjaśniono w nim, że Wojewódzkie Centrum Powiadamiania Ratunkowego otrzymało zgłoszenie związane z zagrożeniem życia. Gdy policja przybyła na miejsce, zobaczyła na posesji dwójkę dzieci, a w domu odkryto ciało kobiety.
Funkcjonariusze ustalili, że na krótko przed przybyciem służb, z posesji oddalił się 67-latek. Kilka godzin później jego zwłoki odkryto na cmentarzu znajdującym się w Prażmowie.
Z nieoficjalnych informacji uzyskanych przez tvnwarszawa.pl wynika, że kobieta miała mieć widoczną ranę postrzałową głowy. U mężczyzny rzekomo również ją wykryto.
Zginęła, bo chciała rozwodu?
Jak podaje „Fakt” w dniu, w którym doszło do dramatu, do domu, w którym mieszkała pani Anna, przyjechał 67-latek. Poprosił ją, aby udała się wraz z nim do jednego z pomieszczeń, aby dzieci nie mogły usłyszeć, o czym rozmawiają. Nieoczekiwanie mężczyzna miał wyjąć broń i oddać strzał w stronę kobiety, która po wszystkim osunęła się na podłogę. Po wszystkim emerytowany pilot miał opuścić dom, wsiadł do samochodu, po czym odjechał.
11-letni chłopiec, gdy zobaczył, co się wydarzyło, wezwał służby, które błyskawicznie przybyły na miejsce. To właśnie wtedy funkcjonariusze zastali na posesji dwójkę dzieci, a w domu odkryli ciało ich matki.
Dziennik informuje nieoficjalnie, że 67-latek miał rzekomo stosować przemoc w stosunku do kobiety. To dlatego mieli, zdaniem „Faktu”, nie mieszkać już razem, a pani Anna miała żądać rozwodu.
Głos ws. rodziny zabrali sąsiedzi
„Super Express” dotarł do przyjaciółki pani Anny. Ta opowiedziała, że 67-latek poznał żonę w Wietnamie i to tam miało dojść do ich ślubu oraz narodzin dwójki dzieci. Po czasie przeprowadzili się do Polski i to właśnie wtedy, zdaniem koleżanki zamordowanej, miało się pomiędzy małżonkami zacząć psuć. Kobieta wyjaśniła, że ofiara była świetną matką i w pełni oddała się dzieciom.
Z kolei sąsiedzi są w szoku i nie mogą uwierzyć w dramat, jaki rozegrał się w rodzinie. Jeden z sąsiadów przyznał, jak cytuje „Fakt”, że byli „normalnymi, zwyczajnymi ludźmi”.
Co mu odbiło, tego nie wiem – powiedział.