Osiem godzin czekała na OIOM. Nie żyje 20-letnia Julia
20-letnia Julia trafiła do szpitala na planowany zabieg, jednak jej stan nagle zaczął się pogarszać. Kobieta czekała 8 godzin na przewiezienie na OIOM. Niestety zmarła kilka dni później.
Wstrząsająca historia ze szpitala
Redakcja programu „Państwo w państwie” ujawniła wstrząsającą relację ze Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku. Na początku lutego na planowany zabieg kruszenia kamienia nerkowego trafiła tam 20-letnia Julia. Kobieta już po kilku godzinnym pobycie na oddziale zaczęła uskarżać się na dolegliwości. Nagle zaczęła obficie wymiotować krwią.
Julka do mnie zadzwoniła, rozmawiamy normalnie i nagle mówi: Kacper, jest źle. Słyszę, że wymiotuje. Z drugiego telefonu zadzwoniłem do lekarza. A potem słyszę w telefonie, jak pielęgniarka mówi: tu jest pełno krwi – relacjonuje zrozpaczony narzeczony Julii na antenie Polsatu.
Niestety, później u kobiety pojawiły się krwawienia. Lekarze tłumaczyli to miesiączką, jednak ta zakończyła się ponad tydzień wcześniej. Jak się okazało, był to kolejny tragiczny objaw zakażenia.
Czytaj także: Sieć najbogatszego Polaka w likwidacji. Ludzie cały czas czekają na pieniądze
Czekała 8 godzin na OIOM, nie żyje
Mimo alarmujących sygnałów i coraz gorszego stanu zdrowia Julii, lekarze nie przenieśli jej na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej. Dopiero 10 lutego po godzinie 10 nad ranem lekarz prowadzący wystąpił o kwalifikację pacjentki na OIOM.
Według szpitala, w tamtym czasie na ich oddziale nie było już wolnych łóżek. W związku z tym o godzinie 15:50 podjęto decyzję o transporcie do szpitala kilka kilometrów dalej. Niestety Julia trafiła na Oddział Intensywnej Terapii dopiero o godzinie 18:30, po 8 godzinach oczekiwania. Stan kobiety pogarszał się i zmarła 17 lutego 2026 roku.
Czytaj także: 17-latek przepadł kilka dni temu, doszło do tragedii. Karol już nie wróci do domu
Trwa śledztwo
Jak się okazało, przyczyną zgonu Julii była urosepsa. To stan , w którym drobinki moczu dostają się do krwiobiegu. Co szokujące, kilka miesięcy przed zabiegiem kobieta przebywała w tej samej placówce medycznej. Leczyła się wówczas na sepsę wywołaną zakażeniem układu moczowego. Ta informacja mogła mieć kluczowe znaczenie w diagnostyce i znajdowała się w dokumentacji medycznej.
Szokuje także fakt, że narzeczony zmarłej na własną rękę miał ustalić, że w szpitalu w Gdańsku były wówczas wolne łóżka na OIOM-ie. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wszczęła śledztwo ws. narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz nieumyślnego spowodowania śmierci. Trwa wyjaśnianie okoliczności tragedii.